Przeskocz nawigację

Z występów w kadrze zrezygnowała w pełni świadomie, a przecież mogła zdobyć kilka medali. Zamiast tego zdobywa świat. Spontanicznie, bo w podróż zabiera ze sobą tylko bilety. Jest wegetarianką. Ostatnio częściej niż zdrowe jedzenie pochłania dobre kino. Broni praw człowieka, dlatego na parkiecie pokazała się w pomarańczowych sznurówkach. Ekstrawagancji w jej zachowaniu próżno szukać na co dzień. Siatkówkę traktuje priorytetowo, jednak sposobów na ciekawe życie ma sporo. Przed wami Katarzyna Mroczkowska. Siatkarka alternatywna.

 

Jak się czujesz po kontuzji, przez którą straciłaś kilka miesięcy ostatniego sezonu?

KATARZYNA MROCZKOWSKA: Obecnie mam wakacje, dlatego ciężko powiedzieć coś na ten temat. Pierwsze treningi oraz obozy zweryfikują, czy po urazie został jakiś ślad. W czerwcu skończyłam rehabilitację, a później wyjechałam na kilka tygodni. Żyję nadzieją, że będę mogła normalnie trenować i grać na 100 procent.

Wolny czas wykorzystujesz nie tylko na podróże, bo rozmawiamy w przerwie między seansami podczas odbywającego się we Wrocławiu festiwalu „Era Nowe Horyzonty”. Któryś z filmów zapadł Ci mocno w pamięć?

– Jeszcze przed wyjazdem do Chin kupiłam karnet, zatem miałam możliwość zobaczyć kilkanaście filmów. Wszystkie są dobre na swój sposób, ponieważ na co dzień takiego kina nie serwuje się w naszych multipleksach, a kina studyjne, niestety, upadają. W pamięć zapadł mi film „Liban”. Jest znany w Polsce, to bardzo ciekawy obraz. Interesujące są filmy Godarda, natomiast nie jest łatwo na nich wysiedzieć. Osoba, która widziała jego wszystkie dzieła, powinna dostać jakąś nagrodę na tym festiwalu (śmiech).

Ciężej wytrzymać na tak długim filmie niż na trybunach, gdy z powodu kontuzji trzeba oglądać koleżanki z innej perspektywy?

– Ciekawe pytanie. W obu przypadkach jest ciężko. Na trybunach, ponieważ chce się grać. W kinie, bo nie można wyprostować nóg i strzyka w plecach. Sport na pewno nie pomaga w tym, by spokojnie wysiedzieć przez 2-3 godziny.

Podczas tegorocznego festiwalu można zobaczyć sporo filmów tureckich reżyserów. Tamtejsza kultura ma sporo elementów charakterystycznych dla kultury azjatyckiej, którą bardzo lubisz. Skąd wzięła się u Ciebie fascynacja Azją?

– Akurat nie byłam na żadnym tureckim filmie, natomiast czasem lubię wybrać kino z takich krajów jak Brazylia czy Irak. Skąd wzięła się fascynacja Azją? To raczej fascynacja dalekimi podróżami oraz odmiennymi kulturami.

W ubiegłym roku gościłaś w Indiach. Tak się spodobało, że w tym roku postanowiłaś wrócić na azjatycki kontynent?

– Podróż do Indii była niezapomnianą wyprawą. Dziś już wiem, że była spełnieniem moich marzeń. Chiny wybrałam dlatego, że nie mogłam jechać do Ameryki Południowej, ponieważ nie znałam żadnego słowa po hiszpańsku. Byłoby mi ciężko. To główna przyczyna wyjazdu do Państwa Środka.

Do tak dalekich wypraw przygotowujesz się w szczególny sposób?

– Z Wiolą Szkudlarek robimy to spontanicznie, a mimo to przed wyjazdem jest mnóstwo spraw do załatwienia. Jedyną pewną rzeczą, jaką mamy, są bilety w obie strony. Reszta sama się ułoży.

W Chinach są jakieś wyjątkowe miejsca, które koniecznie chciałaś zobaczyć?

– Takim miejscem na pewno jest plac Tian’anmen. Bardzo podobały mi się także okolice Guilin oraz Hongkong.

A Ptasie Gniazdo? Robi wrażenie?

– Nie byłam na samym stadionie, lecz w miejscu, gdzie odbywała się olimpijska rywalizacja. Fajna, ciekawa budowa, która wieczorem jest podświetlona. Trafiłyśmy akurat na niespecjalną pogodę, bo zbierało się na burzę, więc w Pekinie był jeszcze większy smog niż zazwyczaj.

Dwa lata temu na tym stadionie odbyła się ceremonia otwarcia letnich igrzysk olimpijskich. Mogłaś w niej uczestniczyć, gdybyś przed kilkoma laty nie zrezygnowała z gry w reprezentacji Polski. Nie żałujesz swojej decyzji?

– Nie żałuję,  był to mój świadomy wybór. Mogłabym tam być, ale to nic pewnego.

Dlaczego zrezygnowałaś z występów w kadrze?

– Głównie ze względów zdrowotnych, ponieważ nie miałam nigdy czasu, żeby wyleczyć urazy z całego sezonu. Zdecydowały również względy prywatne. Nie mogłam kontynuować nauki, zawaliłam studia na Uniwersytecie Wrocławskim. To były dwie główne przyczyny.

Nie masz wrażenia, że coś wyjątkowego przemknęło Ci przez palce? Koleżanki dwukrotnie zdobyły później mistrzostwo Europy.

– One zdobywały mistrzostwo Europy, a ja robiłam inne rzeczy, które również sprawiały mi przyjemność i których bardzo chciałam doświadczyć.

Kolejni trenerzy, prowadzący reprezentację po Andrzeju Niemczyku, próbowali nakłonić Cię do powrotu?

– Raczej nie. Wiele osób zna chyba moje zdanie na ten temat.

Przed rozpoczęciem igrzysk w 2008 roku podczas ligowych spotkań zakładałaś buty z pomarańczowymi sznurówkami na znak solidarności z Tybetem. Usłyszałaś wtedy za plecami: patrzcie na Mroczkowską, totalnie jej odbiło?

– Niektóre osoby niewątpliwie mogły tak pomyśleć. Początkowo nikt nie skojarzył tego faktu, a dla mnie była to mała rzecz, którą mogłam zrobić, żeby zwrócić uwagę na to, co dzieje się w Tybecie.

Załóżmy hipotetyczną sytuację – grasz nadal w kadrze i otrzymujesz powołanie na igrzyska w Pekinie. Miałabyś tyle odwagi, by zrezygnować z udziału w turnieju?

– Miałabym, a decyzja wiązałaby się z moimi przekonaniami. Jeśli ktoś nie jest do tego przekonany, powinien pojechać na taką imprezę i wziąć w niej udział. Igrzyska są po to, by sportowcy w nich uczestniczyli i zdobywali medale. Czasami przygotowują się do tego przez całe życie.

Z ubiegłorocznej wyprawy do Indii przywiozłaś sporo książek o Tybecie, ponieważ o nim będzie traktowała Twoja praca magisterska.

– Przywiozłam cały plecak książek. Są to wydawnictwa rządu tybetańskiego na uchodźstwie. Na pewno pomogą mi w pisaniu pracy, o ile w końcu się do niej zabiorę. Chcę napisać o wydarzeniach związanych z Tybetem, które miały miejsce przed igrzyskami w Pekinie.

Tybetańczykom starasz się pomagać także poprzez działalność w Amnesty International. Jak rozpoczęłaś przygodę z tą organizacją?

– Gdy spadliśmy z LSK, podczas gry w I lidze trafił się luźniejszy sezon. Miałam trochę więcej czasu i wreszcie mogłam działać nie tylko w internecie, ale także reprezentować swoją osobą jakąś organizację. Zaczęłam chodzić na spotkania Amnesty International i nadal to robię.

Często na nich bywasz?

– Jest to uzależnione od treningów, meczów i wyjazdów. Jeśli tylko mogę uczestniczyć w spotkaniach, to się pojawiam.

Czyli treningi zawsze na pierwszym miejscu.

– Oczywiście. To nie tylko moja praca, ale również pasja. Od wielu lat wszystko jest podporządkowane siatkówce.

Ludzi, którzy nie wiedzą nic o działalności organizacji, ciężko przekonać do udziału w jej różnych akcjach?

Gdy robimy akcję uliczną, czyli jakiś rodzaj happeningu, w trakcie którego zbieramy podpisy pod petycjami, większość ludzi przechodzi obok nas zupełnie obojętnie. Część osób, które znają Amnesty, podpisuje się pod petycjami właściwie bez słowa. Części da się także przekazać wiedzę na temat akcji. Wówczas decydują się na złożenie podpisu. Niestety, obojętność stanowi największy procent ludzkich zachowań.

Obojętnie nie dało się z pewnością przejść po chińskich ulicach. W czasie wyprawy opisywałaś na swoim blogu tamtejsze bazary, na których można zjeść niemal wszystko. W dodatku przysmaki dość często się jeszcze ruszały. Było trudno o wegetariańskie jedzenie?

– Niestety, nawet znajoma Chinka powiedziała nam, że jej rodacy jedzą wszystko. Czasami było to widać. Jedynie w Pekinie znalazłyśmy restaurację, w której serwowano nasze ulubione danie, czyli makaron zapiekany z warzywami i jajkiem. W dalszej części podróży już tego nie spotkałyśmy. Miałyśmy problem z jedzeniem, ponieważ nasza karteczka z chińskimi napisami, że chcemy to czy tamto, nie zawsze zdawała egzamin. Menu było po chińsku, czasami widniały w nim obrazki, ale tak naprawdę nie było wiadomo, co się na nich znajduje. Coś tam jadłyśmy, ale zdecydowanie nie można powiedzieć, że był to raj.

W Polsce także masz czasami problemy z jedzeniem. Szczególnie, gdy wyjeżdżasz na zgrupowania.

– Na obozach jest już lepiej. Gdy zostajemy dłużej, można się dogadać. Problem pojawia się podczas wyjazdów na mecze albo turnieje. Wiecznie są problemy (śmiech).

Wtedy dzwonisz do organizatora i mówisz: proszę przygotować specjalne jedzenie, bo inaczej nie wystąpię.

– Oczywiście, że nie (śmiech). Przyzwyczaiłam się, choć wciąż tego nie akceptuję. Sytuacja trochę się poprawiła, ponieważ więcej osób wie, że jestem wegetarianką. Nasz staff również dba, żeby posiłek wegetariański zawsze się dla mnie znalazł. Jeśli kończy się ciężki mecz i czuję głód, jestem zdenerwowana, ale przymykam na to oko, macham ręką i wychodzę.

Trener Błaszczyk zdaje sobie sprawę, że wegetarianizm nie przeszkadza Ci w grze? Czy do Twojego stylu odżywiania ma jakieś zastrzeżenia?

– Początkowo miał jakieś „ale”. Po rozmowie z doktorem Borkowskim z AWF, który jest biochemikiem, wie, że jeśli jem jajka czy nabiał, nie powinnam mieć problemów na parkiecie.

A nie masz problemów z połączeniem wszystkich zajęć? Czasem przydałby się chyba dzień, którego doba trwałaby 48 godzin.

– Od kilku lat mój dzień powinien trwać 48 godzin. Wiecznie brakuje mi czasu i mam zaległości. Trochę się do tego przyzwyczaiłam. Właściwie nie znam zwrotów „nudzę się” albo „leżę i nic nie robię”. Są mi obce.

Organizm się nie buntuje?

– Jeśli się go dobrze wyreguluje, to daje radę.

Twoje zainteresowania w środowisku sportowców należą do rzadkości. Koleżanki nie mają problemów z ich akceptacją? Nie szepczą w szatni? A może już przywykły?

– W kobiecym zespole wiele rzeczy mówi się szeptem (śmiech). Sądzę, że dziewczyny się przyzwyczaiły i to akceptują. Gdy przynoszę im teraz petycje Amnesty, stawiają podpisy właściwie bez zająknięcia. To była kwestia czasu, by je do tego przyzwyczaić.

Może boją się bury w szatni od pani kapitan?

– Nie opieprzam dziewczyn, robią to z własnej woli. Nie chciałabym, żeby podpis pod petycją w jakiejś ważnej sprawie był wymuszany (śmiech).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: