Przeskocz nawigację

W zeszłą środę w klubie Bezsenność około godz. 1 w nocy stałeś przy barze z dwoma kolegami. Wymieniliśmy się spojrzeniami. Nie mogę przestać o tobie myśleć, więc znajdź mnie, proszę…

Na początku października ogłoszenie takiej treści pojawiło się na jednym z przystanków tramwajowych we Wrocławiu. Kartka wzbudzała spore zainteresowanie. Jedni podchodzili i szczerze się uśmiechali. Drudzy odwrotnie, wyglądali na zniesmaczonych. Przeczytałem ogłoszenie, pomyślałem: fajnie, dziewczyna postanowiła w oryginalny sposób odszukać faceta, który zawrócił jej w głowie jednym spojrzeniem. Ale dlaczego akurat w tej części Wrocławia? Aparatem w komórce zrobiłem zdjęcie, wsiadłem do tramwaju i chciałem wysłać je do kilku kumpli, gdy… od jednego z nich dostałem MMS-a. – Wisi na moim przystanku. Może to do Ciebie? – napisał. Do wiadomości dołączył zdjęcie ze znajomym ogłoszeniem. – W pobliżu mojego domu znalazłem identyczne! – odpowiedziałem niemal natychmiast. – No to dziewczyna nieźle zdesperowana, skoro całe miasto wykleiła takimi kartkami – odpisał rozbawiony sytuacją. Dopiero następnego dnia, kiedy spotkaliśmy się w pracy, zwróciliśmy uwagę na ważny szczegół, który kilkanaście godzin wcześniej zupełnie umknął naszej uwadze. Na końcu ogłoszenia ktoś umieścił nazwę strony internetowej. – (…) Nie mogę przestać o Tobie myśleć, więc znajdź mnie, proszę, na http://www.mateimet.com.

– Do kartek przyklejaliśmy taśmę, wsiadaliśmy w samochód i od godz. 22 do 2 w nocy, omijając uliczne bitwy, jeździliśmy po mieście. Robiliśmy to w czasie weekendów. Rozklejając ogłoszenia w okolicach kina Helios byliśmy świadkami totalnej bójki. Nieprzytomny facet leżał na ziemi i dostawał ciosy w twarz. Z takimi wydarzeniami w tle naklejaliśmy kartki na przystankach, przy okazji staraliśmy się nie trafić na trasie na służby porządkowe czy MPK, które nas prześladowały. Później śmialiśmy się, że chyba ją znały, bo w miejscach, które odwiedzaliśmy, były dosłownie minutę przed nami. Dobrze, że nie po nas, bo ogłoszenia natychmiast trafiłyby do kubła na śmieci – opowiadają o nietypowej akcji promocyjnej Bartek i Tomek, twórcy portalu, którzy nazywają go platformą społecznościową. Do promocji wykorzystują również Facebooka. Właśnie tam zostawiam prośbę, żeby się ze mną skontaktowali. Spotykamy się na początku listopada, mimo że chwilę wcześniej prawie porzuciłem nadzieję, że coś z tego będzie. Do kompletu brakuje tylko Jarka, ale on mieszka w Kopenhadze.

Tomek studiuje informatykę na Politechnice Wrocławskiej i prowadzi swoją działalność związaną z kierunkiem studiów. Bartek skończył specjalność corporate identity i public relations w Dolnośląskiej Szkole Wyższej. Współtworzy agencję eventowo-promocyjną Joytown, jest również współwłaścicielem jednego z wrocławskich klubów. Podział kompetencji wydaje się jasny. W Mateimet pierwszy zajmuje się sprawami technicznymi, drugi skupia na promocji portalu. Jarek, który studiuje w Danii, odpowiada za jego interfejs. Pomysł urodził się w głowie Tomka. A że często wpada do lokalu po części należącego do Bartka na kanapkę i szklankę coca-coli, koncepcją podzielił się z kumplem. – Natychmiast mi się spodobała. Tym bardziej że mieliśmy wizję tworzenia portalu, który można nazwać społecznościowym, bo taki ma być. Nie tylko jako płaszczyzna do poszukiwania ludzi, ale także komunikacji. W natłoku naszych rozmów i pomysłów dodaliśmy funkcję czatu. Spodobała mi się całość, ponieważ widziałem perspektywy szersze niż meritum, od którego wyszliśmy – wspomina Bartek. Gdy otrzymał od Tomka propozycję, by zrobili coś wspólnie, byli znajomymi od niedawna. Fakt, że mieli obok siebie jeszcze Jarka, też można nazwać zrządzeniem losu, bo poznali się podczas jednej z imprez. Prace nad portalem trwały kilka miesięcy. Na starcie trzeba było zbadać rynek. Uznali, że regularnie pojawiające się w kilku serwisach bądź bezpłatnych gazetach ogłoszenia, w których ludzie próbują znaleźć przypadkowo spotkaną osobę, są mało skuteczne. Z kolei istniejące już portale tematyczne, głównie z zagranicy, były mocno niedopracowane. W Polsce nie musieli obawiać się nikogo, ponieważ konkurencji właściwie nie zastali. – Stwierdziliśmy, że pora ruszyć z tematem. Trochę to trwało, bo to nie było takie proste, żeby z dnia na dzień odpalić. Jednak mamy finalny produkt, który nam się podoba. Zaakceptowaliśmy go i wypuściliśmy do ludzi – mówi Bartek. Serwis mateimet.com ruszył na początku października. Postanowiłem sprawdzić, jak działa.

Na wstępie wita nas przejrzysty interfejs. U góry hasło przewodnie, nieco niżej najnowsze ogłoszenia i możliwość błyskawicznej rejestracji, bo dołączenie do grona użytkowników portalu zabiera ledwie kilkadziesiąt sekund. Wystarczy wymyślić login i hasło, wpisać adres e-mail, wybrać płeć i podać datę urodzenia. Rozwiązanie zagadki, czy jako MrSuperfrajer już na starcie nie obniżam swoich szans, też trwa moment. No bo chyba nikt nie zobaczy logina, gdy akurat zainteresuje się mną w tramwaju albo na ulicy? Długo się nie zastanawiam. Kończę rejestrację, konto jest już aktywne, więc zaraz spróbuję dodać ogłoszenie. Wymyślam tytuł „Widziałem Cię w tramwaju nr 10”. Następnie wybieram okoliczności i miejsce spotkania, które z wielką dokładnością można zaznaczyć na mapie. To rzecz, która odróżnia Mateimet od pozostałych serwisów o podobnej charakterystyce. Bartek i Tomek podczas trwającej prawie godzinę rozmowy wspominają o tym kilka razy. Dalej określam czas, w którym dostrzegłem szukaną osobę, a na końcu jak najdokładniej staram się opisać jej wygląd. I swój, a nuż mnie zapamiętała. Gotowe. Teraz pozostaje czekać na reakcję zwrotną. – Nie chcemy, by Mateimet był odbierany jako portal randkowy – podkreśla Tomek. – W założeniu ludzie mają komentować ogłoszenia i sobie wzajemnie pomagać. Na zasadzie: to jest moja znajoma, spróbuj się z nią skontaktować. Albo coś w stylu: daj znać koleżance, że ktoś jej szuka. Nie chcemy być portalem, w którym ludzie pokazują swoje zdjęcia i wysyłają prezenty. Mamy jasny cel i do niego chcemy dążyć. Dajemy narzędzie, które umożliwi to, co mówi nasz slogan: możliwość odnalezienia osoby, którą się minęło. Koniec, kropka.

Serwis od początku istnienia działa w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej. Zdaniem Tomka i Bartka głupio byłoby nie skorzystać z faktu, że Jarek na co dzień może promować portal w Danii. W pierwszym miesiącu stronę odwiedziło 3600 unikalnych użytkowników, a licznik odsłon zatrzymał się na 25 000. – Dowodem na to, że start z dwoma wersjami językowymi był trafiony, stał się fakt, że wśród fanów na Facebooku mamy wielu obcokrajowców. Także po statystykach wejść na mapie widać, że serwis odwiedzają nie tylko ludzie z Polski – mówi Tomek. – Klikają mieszkańcy USA, Anglii, Niemiec. Nawet Tajwanu i tak egzotycznego kraju, jak Pakistan – dodaje Bartek. Projekt zakłada, że Mateimet stanie się platformą ogólnoświatową. – Przykładowa sytuacja, z której bylibyśmy bardzo dumni, odpowiada historii ułożonej przez nas w maju. Mieszkaniec Japonii na lotnisku w Heathrow widzi dziewczynę z Francji, każde z nich wraca do siebie, dodaje ogłoszenie i poznają się przez Mateimet. Klucz do osiągnięcia sukcesu stanowi mapa, dzięki której będą mogli siebie odnaleźć, mimo różnych kultur i dwóch niezwiązanych ze sobą języków. To kwintesencja tego, czym miałby stać się portal za trzy lata – mówi podekscytowany Tomek.

Zresztą ekscytacja to nieodłączny element poznawania nowych ludzi. Jestem w klubie i widzę ją. Nasze oczy spotykają się na dłuższą chwilę. Ciało przeszywają dreszcze, poza tym ona tak ładnie się uśmiecha. Jeśli nie podejdę, może już nigdy jej nie spotkam. Zaraz, zaraz. A od czego jest Mateimet? – Nigdy nie zdarzy się tak, że jak ktoś ma jaja, by podejść do dziewczyny lub chłopaka, z powodu portalu tego nie zrobi. Dla nieśmiałych to po prostu dodatkowe narzędzie do nawiązania znajomości – oponuje Bartek. Wtóruje mu Tomek. – Zawsze zostaje element niepewności, czy dziewczyna, która mi się podoba, skorzysta z portalu. Wydaje mi się, że to dyskusja podobna do tej, którą wywołano 10 lat temu nad sensem działania komunikatorów oraz e-maili. Dotyczyła rzeczy, które ludzi strasznie dziwiły, a potem okazywało się, że nie mogą bez nich żyć – obrazuje. – Istnieje przecież zdrowy rozsądek użytkowników. Każdy skorzysta z portalu tyle, na ile czuje taką potrzebę.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Mateimet ma spore szanse, by stać się popularną platformą społecznościową, która rzeczywiście pomoże ludziom nawiązywać znajomości. Pierwsi użytkownicy przekonali się o tym na własnej skórze. – Możemy już pochwalić się pierwszą parą, która nawiązała kontakt przez Mateimet. Koleżanka, która wie o portalu, poznała chłopaka, chciał od niej numer telefonu. Wówczas powiedziała, że musi się z nią skontaktować przez Mateimet. Może trochę wymuszony sposób, ale się udało – śmieją się twórcy portalu. – Nie wiemy, jak wszystko później się potoczyło, ale funkcja Mateimet została spełniona.

Mamo, tato, to moja dziewczyna. Jak się poznaliśmy? Znalazłem ją na mapie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: