Przeskocz nawigację

Historia Kamila Bilińskiego pokazuje, że talent i potencjał niepoparte pracą to w futbolu naprawdę niewiele.

Janusz Kudyba, kiedyś wyrastający ponad ligową przeciętność napastnik Śląska Wrocław i Motoru Lublin, a dziś trener Miedzi Legnica, miał okazję pracować z Bilińskim w sezonie 2007/2008. Prowadził wtedy Gawina Królewska Wola, który występował w III lidze. Przed rozpoczęciem rozgrywek sprowadził napastnika Śląska Wrocław do siebie na zasadzie wypożyczenia. Biliński nie zdążył się w Królewskiej Woli dobrze zaaklimatyzować, a już musiał pakować walizki i wracać z podkulonym ogonem do Wrocławia. W pierwszych trzech meczach III ligi spędził łącznie na boisku raptem 35 minut. W czwartej serii spotkań Gawin podejmował Miedź Legnica. Po nieco ponad godzinie gry gospodarze prowadzili 2:1. Wtedy Kudyba zdjął z murawy Damiana Szczęsnego i wprowadził za niego Bilińskiego. Niespełna kwadrans wystarczył, żeby trener Gawina stracił cierpliwość do swojego podopiecznego. Biliński po zaledwie 14 minutach gry mógł biec pod prysznic. W żargonie piłkarskim na taką zmianę mówi się, że piłkarz „dostał wędkę”. Każdy, kto kiedykolwiek uprawiał futbol choćby na poziomie juniorskim, wie, że dla piłkarza to jedna z najbardziej wstydliwych rzeczy, ogromny dyshonor. – Kamila nie interesowała agresywna gra. Jak się wpuszcza w takim momencie napastnika w pełni sił na boisko, to on ma stwarzać zagrożenie i walczyć za dwóch. Dokonałem więc szybkiej zmiany. Wówczas Kamil wzburzony zszedł z boiska i udał się do szatni – przypomina tamten incydent Kudyba. Szkoleniowiec szybko przeanalizował sytuację i uznał, że po takim zdarzeniu dla Bilińskiego nie ma miejsca w zespole. Jak mówi, sprawę „przyklepał” prezes klubu Andrzej Gawin i zawodnik wrócił do drużyny rezerw Śląska. – Później Kamil zadzwonił i przeprosił za swoje zachowanie, ale było już po wszystkim. Dla niego na pewno był to szczególny okres – dodaje Kudyba.

Zawodnik nie rozpamiętywał długo niepowodzenia w Gawinie, bo i nie musiał tego robić. W kolejnym sezonie Śląsk awansował do ekstraklasy. A skoro pierwsza drużyna znajdowała się w najwyższej klasie rozgrywkowej, to zgodnie z normami przyjętymi przez PZPN „drugi sort” i mniej doświadczeni zawodnicy mieli ogrywać się w Młodej Ekstraklasie. To oznaczało tyle, że nadarza się znakomita okazja do promocji własnej osoby, a przede wszystkim do częstszych występów. Biliński dobrze ją wykorzystał. W rozgrywkach Młodej Ekstraklasy zdobył 21 bramek. Został królem strzelców, wyprzedzając kolejnych w klasyfikacji Adriana Świątka i Łukasza Burligę aż o 9 goli. W dużej mierze dzięki jego świetnej postawie Śląsk zajął wysokie, szóste miejsce w tabeli. Jego znakomita gra nie umknęła też uwadze rywali, ponieważ kapitanowie i trenerzy drużyn wybrali Bilińskiego najlepszym zawodnikiem Młodej Ekstraklasy. Ponadto zawodnik dołożył cegiełkę do zdobycia Pucharu Ligi (2 bramki w 5 spotkaniach) oraz zaliczył pierwsze i, jak do tej pory jedyne, trafienie w ekstraklasie podczas wygranego 2:0 meczu z Jagiellonią Białystok (10,91668,6541057,25__kolejka__Slask___Jagiellonia_2_0__Bilinski__2_0_.html). Kiedy wszystkim dookoła, Kamilowi pewnie też, wydawało się, że droga do dużej kariery po udanym sezonie jest już bardzo prosta, te przypuszczenia boleśnie zweryfikowało boisko.

Trener Ryszard Tarasiewicz w kolejnych rozgrywkach po Bilińskiego sięgał niechętnie. Nawet kiedy notorycznie kontuzjowany był Vuk Sotirović, opiekun Śląska wolał wystawiać w pierwszym składzie Tomasza Szewczuka. Szewczuk może nie należy do wirtuozów, ale zawsze walczy za dwóch i nogi nie odstawi. Bilińskiemu takiej waleczności brakuje do dziś. Ale to niejedyny powód tego, że Biliński, mimo młodego wieku, już teraz uznawany jest przez liczne grono ludzi związanych z futbolem za stracony talent. – Na treningach trzeba było stać nad nim z batem. Jak się go przypilnuje, to pracuje jak należy – mówi Andrzej Ignasiak, szkoleniowiec, który prowadził Śląsk w rozgrywkach Młodej Ekstraklasy w czasach, gdy brylował w niej Biliński. Kudyba wyszedł z innego założenia. – Z niewolnika nie ma pracownika. Ja nie zamierzam być dla zawodników katem. Jeśli ktoś podchodzi do zawodu profesjonalnie, to powinien zdawać sobie sprawę, że każdy trening to sprawdzian umiejętności i element rywalizacji wewnątrz zespołu. Kamil do treningów miał lekkie podejście, coś na zasadzie: „miejsce w składzie należy mi się bez względu na wszystko”. Takie zachowanie jest niedopuszczalne. Uznałem wtedy, że jeśli mam go zmuszać albo motywować, że powinien coś robić dla pieniędzy, to nie jestem do tego odpowiednim człowiekiem – tłumaczy.

Postanowiliśmy dowiedzieć się, czy Biliński rzeczywiście miał dwie lewe ręce do pracy, u samego źródła. Zadzwoniliśmy więc do piłkarza. – Nie ma pan o czym pisać artykułu, tylko o takich głupotach? Możemy porozmawiać na mnóstwo innych tematów, ale na takie pytania nie lubię i nie będę odpowiadał – odpowiedział stanowczo, ale bardzo spokojnie, Biliński. Za chwilę jednak dodał: – Oczywiście, że to nieprawda. Ludzie szukają sensacji i dziury w całym. Chyba to jasne, że każdy piłkarz trenuje na 100 procent możliwości i daje z siebie wszystko, żeby grać jak najlepiej. Ja nie jestem wyjątkiem.

Opinie dwóch trenerów, którzy mieli pod skrzydłami młodego napastnika, coś jednak znaczą. Czym więc Biliński, którego okrzyknięto wielkim talentem, wyróżniał się spośród pozostałych napastników i dlaczego miał tak udany sezon w Młodej Ekstraklasie, skoro nigdy nie był skory do pracy? – Imponował techniką i szybkością – charakteryzuje go Ignasiak. – No i miał tę jedną cechę: niesamowite szczęście. Piłka szukała go w polu karnym. Gdy wydawało się, że z akcji nic już nie wyjdzie, to piłka odbijała się od trzech obrońców i zawsze trafiała pod jego nogi – dodaje.

W połowie sezonu 2009/2010 Bilińskiego wypożyczono do pierwszoligowego Znicza Pruszków. Tam w 9 meczach strzelił 4 gole i ponownie wrócił do macierzystego klubu. Latem 2010 do Wrocławia sprowadzono dwóch napastników: Cristiana Omara Diaza i Łukasza Gikiewicza. To oznaczało, że Bilińskiego znów czekała zsyłka, tym razem do Górnika Polkowice. Tam, występując w I lidze, nie zdobył żadnej bramki. Mało tego, w wielu spotkaniach grywał tak zwane „ogony”, pojawiał się na boisku dopiero w końcowych minutach. Kiedy do niezłej dyspozycji wrócił Zbigniew Grzybowski, zawodnik nie pierwszej młodości, a Mateusz Piątkowski nadrobił zaległości treningowe spowodowane kontuzją, którą leczył w czasie letnich przygotowań, Biliński właściwie nie wstawał z ławki rezerwowych. Jeszcze w grudniu trener polkowiczan Dominik Nowak uznał, że piłkarz nie będzie mu potrzebny wiosną i zrezygnował z wypożyczenia. Za oznakę słabości Bilińskiego niech posłuży fakt, że dziś Górnik, po pożegnaniu Bilińskiego, ma w swojej kadrze tylko dwóch napastników. Mimo to klub nie chciał go zatrzymać. Kolejne pół roku napastnik spędzi ponownie w innym zespole. Wszystko wskazuje na to, że trafi do MKS Kluczbork, z którym pojechał na obóz przygotowawczy. Według niektórych źródeł trener Grzegorz Kowalski wcale nie jest zwolennikiem sprowadzenia Bilińskiego, a jego wypożyczenie będzie spowodowane finansowymi problemami MKS.

Czy po takich perturbacjach i kilku nieudanych epizodach napastnik Śląska ma szanse zaistnieć jeszcze w poważnym futbolu? Ignasiak twierdzi, że zbyt dawno oglądał go w akcji, by cokolwiek wyrokować. Jednak zaraz dodaje, zresztą podobnie jak Nowak, że Biliński potrzebuje stabilizacji. – To, że ciągle tuła się po różnych klubach, na pewno ma wpływ na jego formę – mówi. Innego zdania jest Kudyba, który stawia sprawę jasno: – Nikogo nie przekreślam, ale Kamil ma 23 lata i ciężko będzie mu zrobić prawdziwą karierę. To sprawa charakteru. Miał potencjał i talent, ale to za mało, żeby stać się dobrym piłkarzem. Niewielu jest graczy, którym coś przychodzi łatwo, bez wysiłku. Kamil tego nie zrozumiał i jest teraz w takim, a nie innym miejscu.

Swego czasu Biliński był nawet na testach w warszawskiej Legii. W sparingu zagrał zaledwie 26 minut, więc siłą rzeczy je oblał. Kiedy odbierał zasłużone nagrody za błyskotliwy sezon w Młodej Ekstraklasie, niektóre serwisy sugerowały stołecznym działaczom, że popełnili wielki błąd. Dziś przy Łazienkowskiej pewnie nie pamiętają, że taki napastnik jak Biliński jeszcze istnieje.

Reklamy

3 Comments

  1. Biliński, jasne, zmarnowany talent, ale jak widzę Ignasiaka eksperta, który o grze ofensywnej swojego (byłego, na szczęscie) zespołu, mówi, że 2/3 bramek zdobywali przypadkowo, bo ‚piłka odbijała się od trzech obrońców i trafiała do Kamila’ to chyba swiadczy to o klasie trenera. Niekoniecznie dobrze.

    • @MZ: Z trenerem Ignasiakiem rozmawiałem po raz pierwszy, rozmowa trwała 2,5 minuty. Na tej podstawie trudno mi wyrokować, czy ten trener zna się na rzeczy. Trudno mi też stwierdzić, jak grał Śląsk występujący w Młodej Ekstraklasie pod jego skrzydłami. Jedno, co na pewno go broni, to wynik. O szóstym miejscu w tych rozgrywkach dziś Śląsk może pomarzyć. Poza tym nie traktowałbym jego wypowiedzi jako stwierdzenia, że 2/3 zdobywali przypadkowo. Fakt, Kamil pobił wtedy wszystkich dorobkiem strzeleckim i był najjaśniejszą postacią w drużynie, zdobył wiele bramek i decydował o jej obliczu, ale wypowiedź trenera Ignasiaka wcale nie oznacza, że każdego gola zdobył przypadkowo. Po prostu stwierdził, że Biliński ma dużego farta na boisku. Kiedyś ktoś o tym napisał, bodaj w jakimś portalu. Wówczas pomyślałem, że na samym szczęściu daleko się nie zajedzie. No i coś musi być na rzeczy, skoro dwóch trenerów, którzy pracowali z Bilińskim, uważa go za lenia. Trener Nowak nie był aż tak wylewny, po prostu ma taki styl, że nawet jak się rozstaje z zawodnikami, to woli, żeby te rozmowy pozostawały w tajemnicy i rozstaje się bez wzajemnych oskarżeń. Ale prawie przy każdej okazji powtarza, że u niego trzeba na treningu zapierdzielać. I po pół roku pracy z Kamilem już go w drużynie nie chce. Wniosek każdy wyciągnie sam.

  2. Już niestety nie zagra w MKSie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: