Przeskocz nawigację

Tag Archives: małgorzata glinka

W poprzednim sezonie zadebiutowała w IMPEL Gwardii Wrocław. Z miejsca okrzyknięta rewelacją rozgrywek po kilku miesiącach zameldowała się na mistrzostwach świata w Japonii jako rozgrywająca reprezentacji Polski. O tym, że nadal musi twardo stąpać po ziemi, przekonała się po powrocie, gdy nie oszczędził jej jeden z tabloidów. A za chwilę rusza nowy sezon. Całkiem sporo jak na dziewczynę, która do niedawna była jeszcze nastolatką. Joanna Wołosz w szczerej rozmowie o kadrze.

 

Twój organizm doszedł już do siebie po powrocie z Japonii?

JOANNA WOŁOSZ: – Tak, wszystko OK. Akurat fizycznie jestem dobrze przygotowana. Tak się dobrze złożyło, że w Gwardii będzie pracował Chris (Christian Verona, włoski trener przygotowania motorycznego m.in. reprezentacji Polski kobietprzyp. MRS), który pracował ostatnio także z kadrą. Wie, na jakim etapie się znajdowałam, więc po powrocie do Polski nie było problemu, żeby dopasować trening siłowy. Fizycznie czuję się świetnie. Teraz brakuje mi tylko siatkówki. Najbliższy tydzień spędzę na treningach i z pewnością zgram się z dziewczynami, choć obecnie to zgranie nie wygląda najgorzej.

Wydawać by się mogło, że zamiast głodu powinnaś czuć przesyt siatkówką. Ostatnie miesiące nie należały do łatwych.

– Na pewno. Gdy Gwardia skończyła okres roztrenowania, po tygodniu jechałam na pierwsze zgrupowanie, więc nie było zbyt wiele czasu na odpoczynek. Natomiast miałam chwilę dla siebie, gdy dziewczyny uczestniczyły w turnieju Grand Prix. Wówczas dostałam wolne. Trener również dał mi więcej wolnego ze względu na to, że trenowałam przez całe wakacje. Poza tym w Japonii nie grałam zbyt dużo. Czuję głód siatkówki, dlatego do treningów w klubie wracam pełna optymizmu.

Kilka dni po mistrzostwach świata jeden z tabloidów opublikował zdjęcia, na których widać, jak palisz papierosa w kawiarni jeszcze przed wylotem do Japonii. Szum medialny nie nadwyrężył Twojej psychiki?

– To nie było nic miłego. Człowiek przyjeżdża z turnieju zmęczony psychicznie, spędza prawie miesiąc na drugim końcu świata z dala od domu i dostaje gwóźdź do trumny. Już wcześniej ludzie doszukiwali się złego zachowania młodych zawodniczek naszej drużyny, co było kompletnym absurdem. Do tego doszła ta publikacja. Nie chce mi się tego komentować, bo nie ma to sensu. Akurat nie czytam tej gazety, więc jej nawet nie widziałam. O publikacji dowiedziałam się od rodziny, ponieważ po mistrzostwach przez cały tydzień odcięłam się od świata. Chciałam odpocząć psychicznie.

Byłaś na rozmowie wychowawczej u trenera Rafała Błaszczyka?

– Rozmowa była krótka. Powiedzieliśmy sobie, że ostatni okres w kadrze oddzielamy grubą kreską. Teraz trzeba skupić się na grze w klubie. Od trenera dostałam pełne wsparcie, nie dołuje mnie jeszcze bardziej całą sytuacją. Zachował się świetnie.

W takim razie Joanna Wołosz pali regularnie, popala czy był to jednorazowy eksces?

– To było wyjście prywatne. Ludzie mają to do siebie, że czasami chcą odreagować. To wszystko.

A ile było prawdy w doniesieniach, że kadra polskich siatkarek podzieliła się na dwa obozy: starsze i młodsze zawodniczki?

– To ludzie stworzyli taki podział i wciąż doszukują się w kadrze konfliktów, których w rzeczywistości nie było. Nigdy nie będzie tak, że wszystkie zawodniczki będą spędzać ze sobą każdą wolną chwilę. Naturalnie, że kogoś lubi się bardziej, z kimś woli się przebywać dłużej i częściej. Wiadomo, że łatwiej będzie mi się dogadać z dziewczyną, która znałam już wcześniej, a w moim przypadku oznacza to młodą siatkarkę. Niektóre z reprezentantek Polski podziwiałam kiedyś w telewizji i nie przypuszczałam, że poznam je osobiście. Powtórzę jeszcze raz: nie było konfliktów. Tylko zastanawiam się, czy ludzie chcieli wywołać niepotrzebny szum i dlatego tak się zachowywali. Nawet nie chcę w to wnikać.

Niektóre siatkarki chyba grały już w kadrze, gdy Ty zaczynałaś przygodę z siatkówką. Dużo wyniosłaś z treningów z nimi?

– Najlepszym tego przykładem jest fakt, że w Japonii mieszkałam w jednym pokoju z Gośką Glinką. Do niedawna przez myśl by mi to nie przeszło.

Chrapie?

– Nie (śmiech). Było bardzo fajnie, dobrze się dogadywałyśmy. W końcu mieszkałyśmy ze sobą przez trzy tygodnie. Wracając do poprzedniego pytania, już same treningi z takimi zawodniczkami, jak Gośka Glinka, Anka Barańska czy wcześniej Kaśka Skowrońska, to świetna rzecz.

Na chwilę zostawmy sport. Jaką osobą jest prywatnie Małgorzata Glinka?

– Gośka jest bardzo zakręconą dziewczyną. Śmiałyśmy się, że jej młodszą kopią jest Berenika Okuniewska. Ale potrafi być też poważna i stanowcza. Bardzo dobrze mi się z nią mieszkało. Mam nadzieję, że Gośka ma podobne zdanie. Właściwie to mogę powiedzieć, że „kopnął” mnie zaszczyt (śmiech).

Glinka po MŚ ponownie zrezygnowała z gry w kadrze. Już w Japonii dawała do zrozumienia, że może podjąć taką decyzję?

– O to trzeba by spytać samą Gośkę. Ja wierzę, że jeszcze zagra w kadrze, ponieważ w mistrzostwach pokazała, że wciąż znajduje się w wysokiej formie i jest pełnowartościową siatkarką. Zresztą gdyby jej z nami nie było, w niektórych meczach byłoby naprawdę ciężko. W kilku meczach ciągnęła drużynę. Czuję, że jeszcze ją w kadrze zobaczymy.

Dojazd na mecz lub trening, powrót do hotelu i tak do znudzenia – według trenera kadry Jerzego Matlaka tak wyglądał turniej w Japonii dla reprezentantek Polski. Nazwał go nawet pobytem w więzieniu. Naprawdę byłyście odseparowane od świata aż tak mocno?

– Dokładnie tak. Czas na takich imprezach jest zorganizowany na tyle, że ciężko było się zająć nawet swoimi rzeczami. Znalazła się jednak chwila, by gdzieś pojechać i coś zobaczyć, ale to były wyjazdy grupowe. Większość czasu, gdy miałyśmy wolną godzinę lub dwie, poświęcałyśmy na odpoczynek. Tym bardziej że na początku musiałyśmy radzić sobie z aklimatyzacją, chodziłyśmy „zamotane” i zaspane.

Początek mistrzostw nie był zbyt udany. Drużyna miała ogromną szansę na zwycięstwa z Japonią i Serbią, ale nie potrafiła wykorzystać jej w decydujących momentach. Zabrakło koncentracji, umiejętności, a może po prostu szczęścia?

– Z Japonią prowadziłyśmy 2:0, a także w trzecim secie. Było bardzo blisko, byśmy zakończyły ten mecz. Niestety, Japonki są takim zespołem, że nawet jeśli przegrywają w setach 0:2, a w trzeciej partii 15:20, nigdy się nie poddają i walczą do końca. Może miałyśmy wówczas słabszy moment, który one wykorzystały. Właściwie już do końca meczu grały tak, jak później przez cały turniej. Japońskie siatkarki, które wystąpiły w półfinałach, a potem w meczu o trzecie miejsce, czuły atmosferę tych mistrzostw. Czuły, że grają u siebie i to je napędzało. Nam zabrakło szczęścia, w mniejszym stopniu umiejętności. Niewiele dzieliło nas od zupełnie innego rozwiązania. Ten turniej mógł się potoczyć inaczej.

Mecze z Japonią i Serbią jeszcze przed MŚ uważano za kluczowe dla późniejszych losów reprezentacji w całym turnieju. Po dwóch pierwszych porażkach przyszedł moment zwątpienia i załamania?

– Z pewnością byłyśmy podłamane, że przegrałyśmy te dwa mecze, bo naprawdę były kluczowe. Mogły otworzyć nam drogę nawet do „czwórki”. Później starałyśmy się nie myśleć o tych porażkach, każdy kolejny mecz traktować tak, jakby był pierwszy na tym turnieju i wygrywać tak często, jak się da.

Miejsca 9-12 zajęły Polska, Chiny, Holandia i Kuba. Równie dobrze taki skład mógłby stanowić najlepszą „czwórkę” turnieju. To pokazuje, że nasza reprezentacja miała szansę na lepszy wynik. Nie byłyście nim zawiedzione?

– Mogłyśmy grać o miejsca 5-8. Może gdyby mecze z Japonią i Serbią potoczyły się inaczej, byłybyśmy na miejscu Japonek? Kto wie. Dziewiąte miejsce to też dobry wynik.

Najlepszy od 36 lat.

– Na razie tak i trzeba się cieszyć, że co imprezę kadra idzie do przodu. Mam nadzieję, że za cztery lata znajdziemy się blisko podium. Nie ma co gdybać, tylko trzeba cieszyć się z tego, co ugrałyśmy.

Twoje oczekiwania wobec gry w meczach MŚ pokryły się z rzeczywistością?

– Zdawałam sobie sprawę, że nie będę miała częstych okazji do gry i wizyt na parkiecie. Dla mnie sukcesem był każdy występ. Rozegrałam cały mecz z Algierią, część meczu z Kostaryką, nawet z Serbią weszłam na kilka akcji. Pobyt na takiej imprezie traktuję jako sukces. Przecież mam dopiero 20 lat i…

(w tym momencie pojawił się trener Christian Verona, przekazując Asi Wołosz kilka informacji przyp. MRS).

Kontynuuj, proszę.

Zgubiłam wątek (śmiech).

Opowiadałaś o swoich odczuciach.

– Właściwie samo znalezienie się w ścisłej kadrze na mistrzostwa świata to dla mnie ogromne wyróżnienie.

Trener Jerzy Matlak to rzeczywiście tak wybuchowy i konfliktowy człowiek, na jakiego kreują go media? Ciężko się z nim dogadać?

– Czy ciężko się z nim dogadać? Nie wiem.

To spytam inaczej: czy Ty miałaś z tym problemy?

– Nie doszło do zbyt wielu takich sytuacji. Nie przebywałam zbyt często na boisku, więc nie słuchałam uwag, które trener przekazywał dziewczynom. Ja się cieszę, że pojawiłam się w kadrze i poznałam sposób pracy trenera. Nie chcę mówić zbyt wiele dobrego ani złego na ten temat.

Ale jakieś porównanie masz, bo Rafał Błaszczyk to zupełne przeciwieństwo Jerzego Matlaka. Bardzo kontaktowy człowiek.

– To prawda, z trenerem Błaszczykiem można porozmawiać o wszystkim, jeśli tylko ma wolną chwilę.

Trenerowi Matlakowi zarzuca się też to, że w czasie przerw nie potrafi przekazać siatkarkom żadnych cennych uwag.

– No dobrze. Dziewczyny miały problem i pretensje, że trener nie potrafi im pomóc, że rzuca suche uwagi, które nie mają żadnego przełożenia na boisku, a one nie wiedzą, co mają robić. Nie chcę się wypowiadać zbyt dużo na ten temat, bo nie miałam częstej możliwości, by posłuchać rad trenera.

Z Twoich słów wyłania się obraz szkoleniowca, dla którego liczą się tylko kluczowe zawodniczki, a reszta pozostawiona jest sama sobie. Czułaś, że trener się Tobą nie przejmuje?

– Może tak było, a może nie. Dla mnie rozdział mistrzostw świata został zamknięty, więc trudno mi o nim teraz mówić. Staram się nie myśleć już o turnieju, a skupić na treningu. Zanim zacznie się liga, chcę doszlifować wszystkie elementy, które mogę. Po to, żeby w lidze prezentować się z dobrej strony i znów otrzymać powołanie do kadry. Tegoroczną nominację potraktowałam jako wyróżnienie, ale w nadchodzącym sezonie mam zamiar być jeszcze lepsza.

Reklamy